Tydzień Kultury

Coroczne Tygodnie Kultury stanowią istotny element tradycji naszej Szkoły. Stały się też znaczącym wydarzeniem w życiu kulturalnym dzielnicy.Podstawowym ich celem jest stworzenie okazji do prezentacji osiągnięć artystycznych i kulturalnych uczniów, a także umożliwienie spotkań naszej młodzieży z najwybitniejszymi przedstawicielami życia kulturalnego i naukowego kraju. Na uwagę zasługuje fakt, że ogromna większość znamienitych Gości przybywa do nas z czystej przyjaźni, nie otrzymując za to jakiejkolwiek gratyfikacji finansowej.

Tak obszerne przedsięwzięcie możliwe jest dzięki współpracy i zaangażowaniu nauczycieli uczących różnych przedmiotów.Jego koordynatorami są: p. Ewa Klinger (fizyka), p.Grzegorz Radomski (język polski), Bożena Kostrzewa (język niemiecki) oraz wielu innych.

Udział uczniów w imprezach Tygodnia Kultury jest całkowicie dobrowolny, nie sprawdzane są listy obecności, dzięki czemu na spotkania przychodzą tylko osoby naprawdę zainteresowane poruszanymi problemami. W Tygodniu tym odbywają się zwykłe lekcje przewidziane planem pracy szkoły, dodatkowe zajęcia rozpoczynają się zwykle po 16.00.

Uczniowie prezentują swoje dokonania w ramach Przeglądu Młodych Talentów, Koncertu Muzyki Poważnej, przedstawień kabaretowych, recitali piosenki poetyckiej. Corocznie w kilkunastu przedsięwzięciach Tygodnia Kultury uczestniczy od 500 do 1000 osób.

Uczniowie mają wpływ na kształt programu i sam przebieg spotkań - współuczestniczą w zapraszaniu Gości oraz aktywnie włączają się do rozmów z nimi.

Scena Nauczycielska

Ewa Jażdżewska-Goldstein

O  Scenie Nauczycielskiej słów kilka

Początki naszej Sceny Nauczycielskiej bez wątpienia są związane z posiedzeniami Rady Pedagogicznej, z jej szczególną atmosferą, w trakcie której tak wyraziście ujawniały się ludzkie postawy, różnorodność charakterów, sposobów wypowiadania się, wzajemnych relacji i odniesień do ”władzy” - tej nadrzędnej, oświatowej, i najbliższej, szkolnej.

Otaczały nas wspaniałe mury dawnego carskiego rządowego gimnazjum, z cerkwią św. Marii Magdaleny za oknem i dawnym Dworcem Petersburskim – o krok. Na nieformalnym spotkaniu w sali muzycznej poczytałam kolegom fragmenty Czechowa - „Człowieka w futerale” To było to! Nie dotyczyło nas już co prawda zarządzenie ministra Giertycha odnośnie szkolnych mundurków, nasi uczniowie nosili je od dawna, niemniej pokusa ubrania się w mundury z czasów carskich i pokazania ich na dawnej „carskiej” scenie naszego liceum - była silna. Na scenie „Władka” zawisła wielka mapa Rosji, z boku ozdobił ją portret nieśmiertelnego Pisarza. Obsada była wspaniała! Niebagatelną rolę odegrał w przedstawieniu nasz niedawno zmarły, kochany Dyrektor Sowiński – w dwurzędowym rosyjskim mundurze, jeszcze w pełni sił, z niezawodnym poczuciem humoru. „Człowiekiem w futerale”, konfidentem, był anglista, Krzyś Domagalski, natomiast tymi, którzy siali zgorszenie (nauczycielka nie powinna jeździć na rowerze), byli Ola Jakóbczyk, nasza absolwentka i Mateusz Białas.

Reakcja widzów - znakomita! Pełnia uwagi, a na końcu – owacja na stojąco. Mieliśmy poczucie, ze przełamaliśmy jakieś tabu. Wyjście na scenę nikomu nie zdołało odebrać pedagogicznej powagi, wręcz odwrotnie –  uczniowska widownia żywiołowo okazała nam sympatię.  A Pani Dyrektor Filipiak śmiała się najgłośniej.  Działo się to w roku 2006.

Po występie Wawrzyniec  Kofta powiedział:

- A ja bym chętnie kiedyś powiedział na scenie jakiś piękny, polski wiersz – jakiś kawałek „Pana Tadeusza”, coś w tym rodzaju...

To był początek nowego pomysłu. Pamiętałam z dawnych lat urocze przedstawienie jednoaktówek Mariana Hemara w Teatrze Telewizji: „To, co najpiękniejsze”. Historia Jana z Czarnolasu, biskup Krasicki i jego Bajki, młody Fryderyk Chopin u wiedeńskiego wydawcy – przecież to wymarzony repertuar na szkolną scenę. I tak zrodziły się przedstawienia w latach następnych. Wystawiliśmy dwie z pięciu jednoaktówek Hemara, w niewielkiej obsadzie. Radek i Ola Jakóbczyk wzięli na siebie role biskupa warmińskiego i znanej malarki, wydawcą nut został Grześ Radomski, role mieszczan wiedeńskich i pani na poczcie pełnili Mateusz Białas, Krzysztof Domagalski i Ala Szewczyk, nauczycielka fizyki. Chopinem był Wawrzyniec i rzeczywiście pięknie mówił mówił potoczystą frazą Hemara.

W trzecim roku działania Sceny Nauczycielskiej natchnienie spłynęło z drabiny.

Stała na scenie w auli, szeroka,trzypiętrowa, wyraźnie prowokowała do stworzenia niebanalnej scenografii. A że od dawna dręczyła mnie myśl o duchach nawiedzających nasze stare gmaszysko, postanowiłam sama napisać krótki dramacik, ułatwiający młodzieży Władka zapamiętanie kilku szczegółów dotyczących patrona. Nie ukrywam; znęciła mnie też myśl

umieszczenia na owej drabinie kilku koleżanek w barokowych sukniach. I to się stało! Zygmunt III Waza (M. Białas),Władysław IV (G. Radomski)  Jan Kazimierz (P. Paszkiewicz), Maria Ludwika (R. Karwowska), Cecylia Renata (J. Wilińska), Anna (E. Psoda), Konstancja (A. Szewczyk), wszystkie królowe prowadziły na owej drabinie dialog w obecności osłupiałych uczniów. Bo i oni (J. I S. Bębenek) byli bohaterami sztuki. Ta lekcja historii też ogromnie się podobała, tekst został jeszcze parokrotnie wykorzystany przez szkołę, w innych okolicznościach.

Od roku 2011 występy nauczycielskie mają nieco inny kształt. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że przy obciążeniach, jakim podlega ten zawód – czy powołanie? – nawet najlepsza wspólna zabawa ma coś z heroizmu. Zrezygnowaliśmy z pełnych spektakli, natomiast zaprosiliśmy naszą kochaną szkolną publiczność do „Kawiarenki pod Belfrem”. I co roku „Kawiarenka” jest trochę inna: zmienia się jej skład i repertuar, co roku wkracza inny temat. Rok 2011 był ekspozycją różnorodnych talentów nauczycielskich, w 2012 tematem była Warszawa – a szczególnie najbliższa nam Praga, z inscenizacjami Wiecha i piosenkami z dawnych filmów o odbudowie. Ożył bazar Różyckiego – panie sprzedawały kwiaty (Małgosia Chmurska i Renatka Karwowska), ożyła praska ulica. Kiedy pojawili się na scenie przedstawiciele lumpenproletariatu ( G. Radomski, M. Włodarczyk), młodzież „Władka” długim rykiem wyraziła pełnię zrozumienia dla tematu i sytuacji.

W roku następnym wkroczył na scenę temat miłości – i to znowu był strzał w dziesiątkę. Publiczność miała odgadywać, z jakich tekstów pochodzą dialogi. Tak powstały niezapomniane kreacje: Moniki Adamowicz z księdzem Marcinem Bielickim w „Świętoszku”, Renaty Karwowskiej z Grzesiem Radomskim w roli Izabeli i Wokulskiego. Była też scena z „Chłopów” Reymonta – wizyta u Dominikowej  (znakomita Basia Karczmarczyk) z wódką (niestety, czysta woda była w butelce). No i piosenki o miłości – a śpiewała Justyna Wilińska, Iwonka Włodarska, Wawrzyniec Kofta i Mariusz Włodarczyk. Ukoronowaniem programu stała się jednak scena z „Tanga” z babcią na katafalku (rewelacyjna Ewa Klinger!). Justyna Wilińska i Edwin Żuczkowski grali Eleonorę i Stomila; wielkie lichtarze i świece pożyczył z kościoła ksiądz Marcin Bielicki.

Powodzenie tej właśnie sceny, pełnej czystego nonsensu, sprawiło, że rok 2014 stał pod znakiem Tuwima i Mrożka. Osią programu stała się mało znana jednoaktówka tego ostatniego – „Jeleń”. Główną rolę Turysty znakomicie zagrał ksiądz Marcin, objawił się nam jako niekwestionowany guru na scenie, świetny muzyk i recytator; niemniej orzekliśmy dość zgodnie po spektaklu, że odbiór absurdalnych tekstów jest w szkole nie najlepszy. Może czas Mrożka przeminął, może młodzież zbyt dziś konkretna? Dlatego „Kawiarenka” postanowiła, że „zbliży się do ludu”, podejmując problem palący i aktualny: „Wychowanie do życia w rodzinie”.

Osią następnego programu były teksty S. Grodzieńskiej i J. Jurandota. Postanowiłam je jednak trochę uzupełnić. Tak powstały scenki z prywatnego życia nauczyciela (przeróbka Grodzieńskiej), w rewelacyjnej obsadzie (Małgosia Cydejko – teściowa, Ania Kunowska – synowa, Mariusz Włodarczyk - nieszczęsny syn i mąż) oraz, już w pełni mojego autorstwa, dwie scenki z udziałem uczniów: lekcja literatury, na której popisywały się niesforne uczennice (J. Wilińska, A. Kunowska, M. Cyranowicz); rolę klasowego podlizusa świetnie zagrała Malwinka Żyra, natomiast Grzesiowi Radomskiemu „myliła się płeć” w ściągniętym od koleżanki wypracowaniu. Druga scenka dotyczyła już bezpośrednio głównego tematu. „Panie Psorze, a skąd się biorą dzieci?” Naukowa opowieść o gametach zderzyła się z całkiem innymi, raczej fantastycznymi teoriami.

Niezapomniany był finał programu! Wykonaliśmy znaną piosenkę”Kultu”: „Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...” Jeszcze  raz potwierdziła się prawda, że trzeba być autentycznym. To jest pewna recepta na sukces.

W dzieciątym roku istnienia Sceny Nauczycielskiej pokazaliśmy naszej młodzieży groteskową wersję „Kopciuszka” Jana Brzechwy. Przedstawienie rozpoczęło się piosenką Młynarskiegi: „W co się bawić” – a zakończyło krzepiącym „Róbmy swoje”. 

Tak więc już mija dekada od początków naszej wspólnej działalności artystycznej.

Często zadaje nam się pytanie, co nas do tego skłania. Nie jest to bowiem zadanie łatwe. Kilka warunków trzeba spełnić, żeby się udało. Pomysł i tekst muszą być gotowe w listopadzie. Robimy próby pomiędzy radą a zebraniem z rodzicami, czasem na dużych przerwach, po kilka osób. A sklejamy w ostatnim momencie, w grudniu, w styczniu – żeby zdążyć na zawsze ten sam słynny czwartek w Tygodniu Kultury. Pod  zamkniętymi drzwiami auli czeka wtedy zbity tłum uczniów, absolwentów, rodziców...  Czy można ich zawieść?

Więc najpierw robimy to dla śmiechu. Tego naszego, zawsze obecnego na próbach, potrzebnego w pracy jak powietrze. I tego ich, na sali. Lubimy, kiedy nam biją brawo. To taka jasna chwila w zwyczajnym życiu belfra.

A potem – dla przyjaźni, która nas coraz bardziej wiąże, niezależnie od wieku, doświadczeń czy politycznych opcji.

A także, jak sądzę, dla honoru. Stać nas na to. Niech inni marudzą, narzekają – my pracujemy we „Władku”.